Weekendowy wypad z Kosmitą

Kocurek ma już sześć miesięcy. Nadal jest malutki i prze – słodki. Kotek -maskotek. Pod koniec stycznia postanowiliśmy odwiedzić mamę, ale długo się wahałam, czy poprosić mamę, aby zgodziła się na zabranie kota do niej, czy poprosić sąsiadów, by zajrzeli do Kosmo, nakarmili go i wyczyścili kuwetę. Jednak jestem panikarą, stwierdziłam, że nie zostawię malucha samego, więc jak tylko mama się zgodziła (zachwytu w głosie nie było), to pojechaliśmy wszyscy. Tylko króliczek Bonzo został w domu. Mafi i Pektus jeżdżą z nami praktycznie zawsze i wszędzie. Kosmo jeszcze nie jest przyzwyczajony do jazdy samochodem. Jego podróże do tej pory były tylko do lecznicy weterynaryjnej i z powrotem.

Kotek miauczy już coraz mniej w transporterze. Zapakowaliśmy się i wyjechaliśmy w sobotnie popołudnie do Zakopanego.

NAJGORSZY POMYSŁ NA ŚWIECIE BRAĆ KOTA ZE SOBĄ!!!

Skupiłam się na tym, aby Kosmo wiedział, gdzie ma kuwetę, więc po wejściu do mieszkania zamknęłam się w pokoju dziennym z kotem, rozstawiłam kuwetę, wsypałam żwirek i wsadziłam kota do środka. Myślałam, że maluch będzie się bał nowego miejsca, dlatego postanowiłam ograniczyć mu przestrzeń. Kosmo wyskoczył z kuwety, przeszedł przez cały pokój dookoła dwa razy. Raz po podłodze, a drugi raz po meblach, a następnie zaczął miauczeć pod drzwiami. Myślałam, że będzie się bał. Schowa się pod łóżko, czy za szafką. Mój kot to urodzony podróżnik. Otworzyłam drzwi do pokoju, a rudzielec zwiedził całe mieszkanie i znalazł sobie wygodne miejsce na oparciu kanapy. Wiedziałam, że noc będzie nieprzespana, bo będzie po nas łaził, ale też się pomyliłam. Kosmo spał na kanapie, my z psami na materacu na podłodze. W prawdzie w nocy obudził się i próbował ćwiczyć swoje umiejętności łowieckie, ale tylko przez chwilkę.

W niedzielę zrobił skok na lampę, której klosz był z papieru – tak był 🙁 . Zaczął wspinać się po firankach, a jak próbował wskoczyć na parapet, a przeszkadzała mu wisząca firanka to zaczynał z nią walczyć. Po południu na każdym fotelu było widać zaciągnięte niteczki od ostrzenia sobie pazurków. Jednym słowem – kot demolka. Wisienką na torcie było pełno unoszącego się w powietrzu rudego futra. Więcej zniszczeń, niż mogłam się spodziewać. Na szczęście Kosmo za każdym razem korzystał z kuwety, nawet jak ją przez przypadek przestawiłam i znalazła się w innym miejscu. To czego się najbardziej obawiałam, czyli sikanie po ścianach nie miało miejsca. Uświadomiłam sobie, za to ile zniszczeń może zrobić mały rudy kocurek. Jest zdecydowanie królem demolki. Po psach zostało jedynie trochę piachu na podłodze i obśliniony kocyk na podłokietniku kanapy. Po kocie dziura w lampie, dziury w firankach, pozaciągane nitki na fotelach i pewnie coś jeszcze, czego nie zauważyłam 🙁 . Następnym razem Kosmo zostanie w domu!